Bliższa ciału koszula… ?
Zainteresowanym drobną gimnastyką intelektualną proponuję przypomnienie sobie, jakie znaczenie ma to w sumie już archaiczne trochę powiedzenie. Archaiczne jednak tylko i wyłącznie z uwagi na pełne brzmienie – „bliższa ciału koszula, niż sukmana”. Fakt, że coś jest lub może być archaizmem nie oznacza wcale, że nie warto tego znać, rozumieć, czy brać pod uwagę w codziennym życiu. Uczestnicząc w zmianach otaczającego świata, nie sposób nie dostrzec, że najmłodsze pokolenia nie są czymś takim zupełnie zainteresowane, ale … nie o tym chciałem pisać.
Jako drugie zadanie intelektualne, skierowane oczywiście tylko do chętnych 😊, proponuję o krok głębsze zastanowienie się nad tym, jaka może być zawartość poniższego tekstu. Jaka to materia będzie dzisiaj rozbierana na czynniki pierwsze, jakie struny będą trącane … a może i o kim będę pisał? W tej chwili sam tak do końca jeszcze tego nie wiem, a zatem czas wziąć się za pracę.
Na początek spróbuję zdefiniować dwa zagadnienia, które są niezbędne wg mnie do pełnego zrozumienia mojej dzisiejszej formy pisania i zawartych treści. Wyjątkowo nie będę się opierał na definicjach internetowych, a spróbuję stworzyć je samodzielnie. Mam nadzieję, że zabieg ten uprości opis i ułatwi zrozumienie … choć czy to jest tak naprawdę bardzo skomplikowane??
Sfera werbalna, to wg mnie jest wszystko to, co komunikujemy naszemu otoczeniu. To są nasze odpowiedzi na pytania, słowne reakcje na sytuacje w pracy, w domu, czy w każdym innym miejscu. To nasze poglądy, opinie, słowne deklaracje, obietnice, czy nawet przysięgi. Upraszczając maksymalnie, wszystko to, co wypowiadamy w dowolnym momencie. Na potrzeb tego felietonu stworzyłem nazwę pomocniczą tej sfery – sfera deklaratywna.
Sfera realna, to wg mnie wszystkie „fizyczne” działania, będące konsekwencją wypowiadanych słów. To są wszystkie nasze reakcje w rozumieniu realnych reakcji, podjętych działań, rozpoczętych prac, wykonanych pierwszych i kolejnych kroków w konkretnej realizacji czegoś (planu, decyzji etc.) To jest coś, co widzimy, a co przychodzi mniej lub bardziej po tym, co wcześniej usłyszeliśmy. I jak poprzednio, na potrzeby tego felietonu stworzyłem nazwę pomocniczą tej sfery – sfera realna. Myślałem także o nazwie: sfera faktyczna. Która z nich jest łatwiejsza do zrozumienia, czy lepiej opisuje to, co chciałbym przekazać? Czas pokaże, jak mawia klasyk. 😊
I teraz meritum. Nie uwierzę w postawioną przez samego siebie tezę, że udałoby się znaleźć choćby 1 osobę, która nie spotkałaby na swojej drodze człowieka, który co innego mówi, a co innego robi. Jednym z moich ulubionych z ostatnich kilku lat stwierdzeń jest – nie ma rzeczy niemożliwych. Zbyt często zdarzało mi się twierdzić, że coś jest niemożliwe, a tu rano otwieram oczy i … rzeczywistość pokonała teorię. W tym jednak przypadku naprawdę uważam, że to jest niemożliwe. I nie ma tu znaczenia przestrzeń, w której będziemy takiej niespójności między deklaratywnością a faktami szukać. Zarówno życie prywatne, czyli dom i rodzina, jak i życie zawodowe, uprawiany sport, zainteresowania, podróże etc. pełne są deklaracji, słownych obietnic, zapewnień
i przysiąg. Ale gdy wykonuje się krok dalej w celu wyegzekwowania lub choćby delikatnego sprawdzenia wiarygodności wypowiedzianych słów, natrafiamy na mur. Mur zdziwienia, zaskoczenia, sprzeczności i przede wszystkim mur odmienności. Natrafiamy na zupełnie inną rzeczywistość i niż ta, o której chwilę wcześniej usłyszeliśmy. Znacie to? Ja powiedziałbym tak bardzo od siebie, że stykam się z tym codziennie. I żeby dopełnić opisu zagadnienia, to chodzi mi o to, że np. ktoś obiecał oddać książkę i zapomniał, spóźnił się na spotkanie, bo zepsuł mu się samochód, miał wyjechać z nami na urlop, ale w ostatniej chwili zrezygnował. To są drobiazgi, czy powiedziałbym nawet, że są to pomijalne szumy codzienności, bo bycie ortodoksyjnym nie jest wg mnie najlepszą decyzją i nie będę tego zdania tutaj rozwijał.
Zagadnienie, o którym piszę, nie jest niczym nowym. Zazwyczaj nie czerpię z Pisma Świętego, ale to tam Chrystus powiedział: „strzeżcie się fałszywych proroków”. Dzisiaj powiedziałbym raczej, że ludzi poznajemy lepiej po ich czynach niż po słowach. Zabrzmiało niezwykle poważnie, prawda? I tak miało zabrzmieć. Brak spójności między sferą deklaratywną, a realną nie jest niczym niezwykłym i zdarza się każdemu z nas. Chwilę wcześniej wspomniałem o kilku banalnych sytuacjach. Niespójność ta zdarza się każdemu! z nas i to w zdecydowanie większej liczbie spraw, tematów i sfer. I to także nie dziwi. O co człowieku zatem Tobie chodzi, bo teraz chyba przeczysz samemu sobie. I tak, i nie.
Tragedią dla mnie jest to, że część ludzi za życiowe motto i całkowicie świadomie chyba przyjęła założenie, że słowa i czyny wędrują innymi ścieżkami. I trudno jest mi się z tym pogodzić, choć z drugiej strony znaleźć można furtkę do akceptacji takiego stanu. Trzeba umieć to dostrzec i zrozumieć, a może wtedy życie będzie trochę łatwiejsze? Słowo może jest tu słowem-kluczem, a ja podejmuję się głębszego rozwinięcia takiego rozwiązania. Skupić się bardziej chciałem na drugiej grupie ludzi, którzy … jest to moje bardzo prywatne skojarzenie … z przyjemnością używają słowa ale. Jest to magiczne słowo, które ma każdorazowo zamaskować rozbieżność między deklaracją, a jej realizacją. Mało kto już rozumie znaczenie słowa prestidigitator, prawda? Ale można odkurzyć to i owo, a wtedy zobaczymy staromodną sztuczkę magiczną, gdy przywołany iluzjonista wyciąga z pustego cylindra białego królika. Ta druga grupa ludzi niezwykle często z wrodzoną sobie zręcznością i w przeciwieństwie do pierwszej grupy (bo zupełnie nieświadomie) wypowiada słowo ale. Czy nie brzmią Wam znajomo frazy: oczywiście masz rację, ale niestety to wyjątkowa sytuacja; w pełni cię rozumiem, ale akurat; nie dyskutuję z tobą absolutnie, ale w tym wypadku nie masz zupełnie racji: czy moja ulubiona odpowiedź na bardzo konkretne i niepodlegające dyskusji zwrócenie uwagi – ale u ciebie też jest bałagan. 😊
Nie do mnie należy udzielanie rad. Każdy musi samodzielnie znaleźć w sobie tę sferę, nad którą warto, bądź trzeba pracować. Praktyka nauczyła mnie, że racjonalne tłumaczenie typowemu przedstawicielowi drugiej grupy, że co innego mówi, co innego robi, jest działaniem od początku skazanym na porażkę. Dlatego, że on zupełnie nie widzi tych rozbieżności. Słowo ale jest dla niego takim kluczem, który pozwala mu zrozumieć, że jednak, mimo wszystko racja jest po jego stronie. Bo racjonalnie i bezdyskusyjnie coś wykazałem, ale … i już po problemie. Popatrzcie kiedyś i posłuchajcie, jak często to słowo wybrzmiewa i z jaką łatwości bywa używane. Ono rozprasza każdy bałagan, tłumaczy każdą porażkę, wyjaśnia każdy błąd i zaniechanie. Wprawdzie to się wydarzyło, ale … i już. Można otrzepać ręce z kurzu. Wprawdzie
deklarowałem, że będę z uwagą odnosił się do tego, co mówisz i nie będę tego traktował personalnie, ale u ciebie też jest bałagan, ale ty też popełniasz błędy, ale ty 12 lat temu też tak zrobiłeś/zrobiłaś. I już. Nie ma tematu. W takich sytuacjach najczęściej chciałbym powiedzieć – ale nie o tym rozmawiamy. I mówię to wtedy, gdy widzę sens, czyli bardzo rzadko.
Zastanówcie się, o ile uznacie to za słuszne i wartościowe, jak bardzo takie postawy są powszechne i jak często z nimi macie kontakt. Poświęćcie choć trochę czasu na przemyślenie, jak bardzo utrudnia to komunikację, wspólne działanie, pracę, wspólne życie, czy wspólne wychowanie dzieci. Zobaczcie, czy można znaleźć w tym choć odrobinę jakiegokolwiek spoiwa, czy wręcz przeciwnie, powoduje to rysy na monolicie i powolny jego rozpad. Jedno słowo ale ….. Czy dosłownie chodzi tylko o jedno jedyne słowo? Oczywiście, że nie. Ono wg mnie jest najczęściej używanym kluczem, jednakże dostępna jest także paleta synonimów. I oczywistą oczywistością jest, że nie chodzi tylko o słowo, a o cały kontekst, w którym zostaje użyte.
Andrzej Gumowski
PS1
Jestem przekonany, że niejeden z czytelników może uznać ten felieton za niezrozumiały i oderwany od rzeczywistości. Nie staram się raczej przekonywać nieprzekonanych, a próbuję dotrzeć do tych, którzy mają wątpliwości. I tej grupie właśnie dedykuję ten felieton.
PS2
Polecana dzisiaj książka może być bardzo różnie odebrana. Trudno będzie ją znaleźć, o ile ktokolwiek będzie chciał do niej sięgnąć, bo wydana została przed laty. Skłoniły mnie do jej polecenia dwa fakty. Jeden, to niedawna śmierć Pana Mariana Turskiego. Drugi to jest nasza aktualna codzienność, gdy na naszych oczach świat być może zatacza koło. Książka to „Vaterland” Roberta Harrisa.