"Czasami musimy pożegnać się z tym, kim jesteśmy, żeby odkryć kim powinniśmy się stać." Regina Brett
Czy znasz to uczucie, kiedy budzisz się rano i mówisz do siebie: „To dziś. Od dzisiaj zmieniam swoje życie. Zacznę biegać. Przestanę scrollować przed snem. Zacznę pić więcej wody. Od dzisiaj jestem innym człowiekiem”.
I czasem naprawdę zaczynasz. Przez kilka dni idzie nieźle. Jesteś z siebie dumna, dumny. Aż po około 2 tygodniach przychodzi kryzys…Nie masz już siły kontynuować, to co sobie obiecałaś/eś. Brakuje Ci nastroju albo po prostu Ci się nie chce, więc omijasz jeden dzień, potem drugi. Później zapominasz lub już nie wracasz do swoich obietnic, czy planów zmiany. Znowu się poddajesz, bo nie jest łatwo…
Włącza się w Tobie wewnętrzny głos: „Wiedziałam/em, że tak będzie. Znów się nie udało. Ze mną to tak zawsze”.
I to jest ten najtrudniejszy moment – nie początek, pierwsze dni nowego nawyku, ale ten punkt zwrotny, w którym trzeba by było wrócić do działania, mimo potknięcia. A my najczęściej właśnie wtedy rezygnujemy. Bo przecież „już tyle razy próbowałam”, „inni się śmieją lub nie wspierają”, „po co się oszukiwać, i tak się nie uda”.
Znam takie momenty zbyt dobrze. Od ośmiu lat jestem w rozwoju osobistym, z czego przez ostatni rok wspieram w zmianach życiowych moich klientów jako coach. Ale zanim zaczęłam wspierać innych – setki razy próbowałam wspierać siebie. I setki razy kończyłam na etapie „już mi się nie chce”, „sport nie jest dla mnie”, „nie da się żyć bez słodyczy”.
Najczęściej próbowałam zmieniać wszystko naraz, wdrażając całkiem nowy plan dnia. Od razu nowa dieta, nowe poranne rytuały. Wszystko od poniedziałku, codzienne, perfekcyjnie. Co oczywiście nie wychodziło, bo nie miało prawa wyjść. Było zbyt dużym wyzwaniem na raz.
Dziś wiem, że kluczem nie jest silna wola, tylko łagodność wobec siebie. I że bez tego self-love – czyli prawdziwego, codziennego bycia po swojej stronie – żadna zmiana się nie utrzyma.
Po latach prób i błędów zmieniłam około 30 nawyków – niektóre na chwilę, niektóre na dobre. I to też jest okej. Bo nie wszystko musi zostać z nami na zawsze. Ale te nawyki, które naprawdę chciałam w sobie zakorzenić, zaczęły się utrzymywać dopiero wtedy, gdy przestałam siebie rozliczać jak księgowa, a zaczęłam się wspierać jak przyjaciółka.
Zamiast skakać na szczyt – zaczęłam stawiać małe kroki. Zamiast „muszę codziennie” – „spróbuję jutro znów”. Zamiast: „znowu zawaliłam” – „okej, to był trudny dzień”.
Zamiast planu idealnego – system małych zmian:
Ale żeby to miało sens – potrzebujesz znać odpowiedź na jedno pytanie: Po co Ci ta zmiana?
Żeby nie była dla kogoś, albo dlatego, że „wypada”, czy po to, żeby udowodnić coś światu.
Twoja zmiana nawyków i codzienności powinna być ważna tylko dla siebie. Z miłości i szacunku oraz chęci, by być dla siebie kimś, na kogo możesz liczyć.
Jeśli dotarłaś/dotarłeś do tego miejsca, to mam dla Ciebie małe zadanie:
👉 Zatrzymaj się na chwilę i zadaj sobie te pytania:
Może to będzie tylko powiedzenie do siebie: „I tak jestem okej”. Może zapiszesz sukces, który kiedyś był dla Ciebie nieosiągalny. Może zrobisz sobie herbatę i pozwolisz nic nie robić przez 10 minut – bez poczucia winy.
Nie chodzi o rewolucję.
Chodzi o mały krok. I o to, żeby on był w Twoją stronę, nie przeciwko Tobie.
Trzymam za Ciebie kciuki. I życzę Ci, żeby ten artykuł – i to ćwiczenie – były pierwszym (albo kolejnym) krokiem bliżej Ciebie ❤️