• Coaching ADHD
  • Coaching biznesowy
  • Coaching grupowy (dla firm)
  • Coaching kariery
  • Coaching komunikacji
  • Coaching mocnych stron
  • Coaching motywacyjny
  • Coaching odporności psychicznej
  • Coaching pewności siebie
  • Coaching przekonań
  • Coaching relacji
  • Coaching sportowy
  • Coaching życiowy dla par
  • Coaching życiowy indywidualny
  • Doradztwo zawodowe
  • Hipnoterapia
  • Mentoring
  • Mówca motywacyjny
  • Psychodietetyka
  • Psychoterapia
  • Rozwój świadomości
  • Szkolenia biznesowe
  • Szkolenia dla coachów
  • Trener kompetencji miękkich
  • Trener wystąpień publicznych

Patrzę na to, czego nie widzę

Autor:
(0)

Andrzej Gumowski

, Online Zobacz profil

Patrzę na to, czego nie widzę

Paradoksalne, prawda? Dla niektórych zapewne całkowicie paradoksalne, niektórych skłoni to może do refleksji, a niektórzy pokiwają głową i nie zmarnują nawet sekundy swojego niezwykle cennego czasu na myślenie o bzdurach. Bo widać przecież od razu, że to bzdura, prawda? Żaden paradoks, to przecież bzdura najwyższej próby i nie warto nawet czytać takiego tekstu.

Cóż, każdemu wg potrzeb, oczekiwań, zasobności portfela, czy czegokolwiek innego. Na szczęście, mamy niepowtarzalną okazję żyć w chwili, w której każdy ma rozliczne prawa i nieliczne obowiązki.

Myślenie o rozwoju, zmianie, o fundamentach, na których wyrośliśmy, czy o celu, do którego podążamy, nie jest obowiązkiem. Jest prawem, możliwością, okazją, szansą. Dla niejednego być może i ostatnią szansą, za którą nie ma już nic, poza pustką. I niech każdy na swoje sumienie weźmie to, co zostawił za sobą, zaniedbał czy porzucił, ale i także to, co zobaczył przed sobą i zlekceważył, co miał na wyciągnięcie ręki i szkoda mu było czasu. Także i to, co przeczytał, uznając za bzdurę, głupotę lub pustosłowie.

Każdy samodzielnie podejmuje świadome lub zbyt często całkowicie nieświadome decyzje będąc jednak głęboko przekonanym, że te ostatnie są także świadome. Napisałem ŚWIADOMIE „będąc przekonanym”.

Wielki Słownik Języka Polskiego nie pozostawia złudzeń wyjaśniając, że przekonanie to jest „to, co ktoś sądzi na określony temat i sądzi, że jest to prawdą”. Zastanawiałem się, czy rozwijać tę definicję, czy pozostawić bez komentarza. Mam jednak przekonanie 😊, że brak komentarza skłoni czytelnika do zlekceważenia tej definicji. Bo cóż to jest za twór ten Wielki Słownik. Któż teraz korzysta z czegoś takiego. No właśnie, któż korzysta. I to jest jeden z ogromnych problemów dzisiejszego świata. Upadek autorytetów, punktów odniesienia czy rezygnacja ze wzorów do naśladowania. Ważne jest przekazać sens, forma już często nie ma znaczenia. To jednak jest tylko dygresja, która spowodowała odsunięcie o kilka chwil komentarza, o którym wspomniałem powyżej. Choć zasadniczo dygresja ta doskonale się w komentarz wpisuje.

Zazwyczaj prawda to wiedza. Można oczywiście wdać się w tej chwili w filozoficzne dyskusje, czy zawsze prawda jest wiedzą, czy może są od tego jakieś odstępstwa. Uważam jednak, że format moich felietonów nie pozwala na nadmierną filozofię.

A zatem, skoro prawda jest wiedzą, czy może też prawda wywodzi się z wiedzy, jaki istnieje związek tej tezy z definicją przekonania? W mojej opinii dość prosty. Zbyt często szkoda nam czasu na zdobywanie wiedzy. Wiedza kosztuje i nieważne czy chodzi o pieniądze, pracę niezbędną do jej zdobycia czy przeszkody do pokonania, by do niej dotrzeć.

O ile łatwiej jest przecież bazować na przekonaniach, prawda? A już najlepiej operuje się nimi, gdy tkwią głęboko w nas i „naprawdę sądzimy, że są prawdą”. 😊Będziemy ich bronić do upadłego, prawie tak samo, jak zasad Newtona.

Tylko jaka jest ich wartość, jako budulca mostów w przyszłość? I nie mówię tu o zasadach Newtona, bo te są krystalicznie czystą prawdą i lśnią jak diament od siedemnastego wieku. A ile lat potrafią przetrwać opinie? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi sugerując, by każdy z czytających odpowiedział sobie na nie sam. I myślę, że wielu z Was może się bardzo zdziwić.

Jedna strona już zapisana, a odniesienia do tytułu nie ma jeszcze żadnego. To przekonanie 😊tylko, bo cała pierwsza strona tak naprawdę dotyczy tytułu właśnie. Mówi ona o wiedzy. Osoba, od której tytułowe zdanie usłyszałem WIE, że gdy patrzy się i nie widzi, to jednak na pewno coś tam jest. Ona WIE, że coś jest, bo ma już część wiedzy. Nie wie jeszcze, co tam jest, bo być może wiedzy jeszcze ma za mało. Może jeszcze kilka sesji, może jeszcze kilkanaście pytań i zmaterializuje się to, czego dzisiaj nie widzi. Zrobiła pierwszy krok, uznając, że może jednak czegoś nie wiedzieć, nie rozumieć, może źle interpretować … I nie chce dochodzić do celu „na swój rozum”, tylko wesprzeć się wiedzą. Wybrała trudniejszą drogę do zdobywania jej, choć mogła oprzeć się na przekonaniach i w oparciu o nie kreować swoją przyszłość, czy choćby pierwszy krótki odcinek drogi do tej przyszłości. Co ciekawe, być może udałoby się jej ten odcinek „wybudować”. Pytanie postawiłbym jednak takie – czy dałoby się po niej bezpiecznie przejść bez spadochronu, liny asekuracyjnej, czy zwykłego kasku. Zwolennikom przekazywania sensu, osiągania celu, czy docierania do mety zostawiam jedno zdanie – droga jest ważna. Czasami nawet ważniejsza, niż dotarcie do celu. Bo to droga bywa wiedzą, poligonem doświadczalnym, skarbnicą mądrości. To droga nas może ukształtować, a nie fakt, że dotarliśmy do mety.

Ten fakt może wykreować jedynie przekonanie, że jestem najlepszy, bo dotarłem pierwszy na metę. Jeżeli mówilibyśmy o sporcie musiałbym przyklasnąć. Życie nie jest jednak olimpiadą, a świat jest pełen tych, którzy mają, ale i także tych, którzy mieli przekonanie o swojej niezwykłości. Mieli przekonanie o tym, że jak się patrzy, to oczywiste jest, że się widzi.

Czasami najważniejsze jest to, czego nie da się zobaczyć. Czy ktoś widział miłość w czystej postaci? Ręka w górę proszę. Nie da się jej zobaczyć i nikt z Was chyba nie zaprzeczy. A jednak wszyscy wierzą i wiedzą, że istnieje. Bo mają wiedzę na temat tego, co jej istnienie potwierdza i to w najróżniejszych aspektach.

I tak samo jest, gdy ktoś patrzy i zastanawia się, czego nie widzi. On WIE, że tam coś jest. Jego zachowania, reakcje, sposób komunikowania się, odbieranie drugiego człowieka i wiele innych aspektów nie są dziełem przypadku, bo coś legło u ich podstawy. I to, czego on nie widzi, to jest właśnie to coś. Coś, co jest naszym prywatnym fundamentem. Możemy oczywiście żyć w przekonaniu, że jest on niczym dzieło mistrza Michała, a nieskończonej doskonałości poprawiać nie trzeba czy wręcz nie wolno. Fundament cudo nieomalże i zasugerowałbym – wystarczy zerknąć dookoła. Widać dzieła mistrza tu i ówdzie. 😊 I ten wątek pozostawiam każdemu z Was do swobodnej oceny, ile takich cudów znacie.

Jeżeli wiem, że coś tam jest, choć tego nie widzę, dokładać będę starań, by to zobaczyć. Dołożę kolejną cegiełkę wiedzy, później może i kolejną, a mgła zacznie się rozchodzić. Zobaczę wtedy to coś, co być może mnie uwierało, przeszkadzało, czy np. dosłownie rzecz ujmując powodowało, że trudno bardzo było się ze mną porozumieć.

Kolejny krok i zmaterializowało się to, czego nie widziałem, a było. Tak działa coaching. Ale najpierw trzeba poczuć i zrozumieć, że coś jest nie tak.

Silnik pracuje prawie doskonale, ale jednak słyszy się wyraźnie, że niekiedy pracuje nierówno. I wtedy oczywiście jedziemy z samochodem do mechanika. Gdy my sami pracujemy nierówno, żyjemy nierówno, komunikujemy się nierówno etc., to uważamy zbyt często, że to nieprawda.

To druga strona jest winna, druga strona powinna się zmienić, czy niekiedy słyszę, to ona powinna się naprawić. Jak u mechanika. Wystarczy dokonać kilku konkretnych czynności, zapłacić i będzie wszystko idealne. Nic bardziej mylnego. Kupić można pomoc, wsparcie fachowca, podobnie przecież kupuje się wsparcie mechanika. W przypadku jednak materii tak delikatnej jak człowiek, tylko on sam może siebie „usprawnić”. I proszę nie używać słowa naprawić.

Andrzej Gumowski

PS 1

Mam wrażenie, że nie wybrzmiało to w tekście wystarczająco jednoznacznie, więc chciałbym przypomnieć, że zdanie wykorzystanie w tytule zostało „zasłyszane i zapamiętane”. Zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie, stąd ten felieton.

PS 2

Dłuższą chwilę zastanawiałem się, co mogę polecić do czytania na początek. Starać się będę naprzemiennie proponować książkę „z branży” i coś lżejszego. Oczywiste jest, że są czytelnicy, którym ani jedno, ani drugie do gustu nie przypadnie i nie sięgną po żadną z moich rekomendacji. O gustach jednak się nie dyskutuje, a one objawiają się także w księgarni, czy bibliotece. Na marginesie, podobno biblioteki w Polsce przeżywają renesans. 😊A pamiętam artykuły mówiące o tym, że książka papierowa skazana jest na nieuchronne wymarcie. A tu taka sytuacja. Dzisiaj nie będzie wesołego zakończenia, bo polecam książkę „Ostatni brzeg”, którą napisał Nevil Shute.

Ciekawe artykuły

Wszystkie artykuły