Nie spodziewaj się rad. Nie spodziewaj się podpowiedzi. Spodziewaj się OLŚNIEŃ!
Sedno coachingu to połączenie: spotkania z samą/samym sobą, formy rozwoju bez rad, metody osiągnięcia celu oraz czegoś osobistego – dla każdego czegoś innego. To mój pogląd. A Ty co myślisz?
Jadwiga Sztabińska
Oficjalna definicja coachingu według Intrenational Coaching Federation (ICF) w tłumaczeniu na język polski brzmi:
💎 Coaching to partnerska relacja z klientami oparta na prowokującym do myślenia i kreatywnym procesie, który inspiruje klientów do osiągania i wykorzystania najwyższego osobistego i zawodowego potencjału.
Ale definicji może być wiele. Bo każdy zawiera w niej to, co dla niego stanowi sedno coachingu. Interesowało mnie, co tym sednem jest. Dlatego stworzyłam ankietę na LinkedIn: „Czym dla Ciebie jest coaching?”. Wyniki w załączeniu do artykułu.
To nie była ankieta, która przyciągnęła setki głosujących, chociaż sam post miał 2,5 tys. wyświetleń. Wzięło w niej udział 98 osób. Zamiast głosu na jedną z podanych opcji 23 osoby oddały go w komentarzu. Takie liczby nie uprawniają do generalizacji wyników i wniosków z nich płynących (patrz dane w grafice). Są jednak ziarenkiem do refleksji nad sednem coachingu.
Cieszy mnie wygrana „spotkania z samą/samym sobą” (44%). Bo z mojego punktu widzenia to jedna z podstawowych wartości coachingu. Dlatego na początku każdej sesji – w ramach zasady partnerstwa – proszę o szczerość wobec siebie. Dzięki niej masz możliwość przyjrzeć się sobie, swoim umiejętnościom, mocnym i słabym stronom, postawie, przekonaniom, lękom, krytykowi wewnętrznemu, emocjom, zachowaniom, reakcjom, potrzebom, celom, dążeniom, marzeniom… Bez filtrów. Bez udawania. Jak w lustrze. Twoja samoświadomość wzrośnie.
W komentarzach do wyników ankiety publikowanej na moim profilu LinkedIn pojwiło się stwierdzenie, że coaching jest „Interaktywnym lustrem”. Faktycznie podczas sesji przeglądasz się nie w jednym, a wielu lustrach, a każde z nich stawia przed Tobą coach i dopytuje, sprawdza, weryfikuje. Ale można iść głębiej, bo według innego komentującego coaching jest „trochę lustrem albo lornetką, bo czasami sami bez lustra nie widzimy w sobie pewnych rzeczy …”.
Przygotowując ankietę mogłam (nawet rozważałam), ale nie umieściłam w niej możliwości wielokrotnego wyboru. Byłam po prostu ciekawa, dla ilu głosujących to będzie jednocześnie: spotkanie z samą/samym sobą, forma rozwoju bez rad, metoda osiągnięcia celu i jeszcze coś, o czym napiszą w komentarzu. Według mnie sednem coachingu są te trzy nazwane w ankiecie składowe i jeszcze coś osobistego (dla każdego będzie to coś innego).
Podobnego zdania było wielu komentujących wyniki. Niektórzy łączyli w parę: spotkanie z samą/samym sobą i metodę osiągania celów. Sądzę, że dla wielu osób te dwa obszary są sednem coachingu.
Ta część to cytaty osób, które komentowały ankietę, odpowiadając na pytanie „Czym jest dla mnie coaching” (kolejność przypadkowa):
Małgorzata Czupik: Troszkę brakowało odpowiedzi dla mnie – coaching jest sposobem rozwoju osobistego, gdzie spotykamy się sami ze sobą we wsparciu mentorskim.
Sara Aleksandra Przybyłka: Ja bym powiedziała spotkanie z samym sobą w obecności osoby (mentora), która prawdę o nas samych nam pokaże. Albo pozwoli dostrzec.
Vladyslav Dombrovskyi: …Dla mnie to przede wszystkim szansa na odkrycie w sobie innych, pozytywnych cech, których wcześniej nie byłem świadomy
Małgorzata Wanke: Dodałabym jeszcze [do spotkania z samym sobą – mój przyp.] zatrzymanie w pędzie i zastanowieniem się czego robić więcej, czego mniej, a co zupełnie odrzucić.
Natalia Kowalik-Wikiera: budowaniem świadomości siebie i swoich możliwości.
Bartek Lewandowski: …to dla mnie przestrzeń, w której ktoś nie daje odpowiedzi, ale pomaga je w sobie odnaleźć. To spotkanie dwóch osób – zaufanie, uważność i rozwój, który dzieje się w dialogu, a nie w monologu.
Aleksandra – Alex Ignac: Otwartością na dyskomfort szczerości, który jest też formą rozwoju i dbania o siebie. Odwagą wejścia do pokoju świateł i luster – wielu
Witold Antosiewicz: Wg mnie to „rozwój bez rad” i „spotkanie z samym sobą”.
Elżebieta Zińczuk: Szansą na dostrzeganie możliwości tam, gdzie na pierwszy rzut oka nie widać nic 😉
Gdy decydowałam o wejściu na profesjonalną ścieżkę coachingową, myślałam o niej jako pracy z przyszłością Coachee (Klienta). Ta myśl była jak magnes. Podówczas wydawało mi się, że człowiek przychodzący na coaching zostawił za sobą niesłużącą mu przeszłość i teraz mu w głowie tylko dalszy rozwój. A „Rozwój to moja pasja” (Growth is my passion). Zwłaszcza rozwój kompetencji przywódczych.
W trakcie nauki coachingu zderzyłam się z tymi założeniami niczym ze ścianą. Pal sześć teorię. To podczas ćwiczeń i praktyk „buddy study” okazało się, że przeszłość jest przeszłością, ale nie w głowie Coachee. Więc, żeby pójść do przodu najpierw trzeba popracować nad różnymi schematami, przekonaniami, lękami i wewnętrznymi sabotażystami, które są niczym klatka ze strażnikami, a osoba w niej siedząca potrzebuje drugiego człowieka, aby dostrzec z niej wyjście i z niego skorzystać. Dopiero potem może rozwinąć skrzydła i polecieć w kierunku, którego wcześniej nawet nie widziała albo było wypełnione przeszkodami niemożliwymi do przejścia.
Uznałam za ogromnie ważne, że dzięki coachingowi można spotkać siebie. Zachwycić się sobą. Zawstydzić się. Poczuć ulgę. Przestraszyć się. Docenić siebie. Z pokorą przyjąć własne słabości. Uznać swoją wartość. Pozwolić sobie na dumę z dotychczasowych osiągnięć, otworzyć się na nowe możliwości, uwierzyć w siebie, […wpisz uczucia i emocje, których doświadczyłaś/eś podczas spotkania ze sobą na sesji coachingowej].
Autospotkanie jest możliwe, pod warunkiem że Coachee jest szczery wobec siebie i wobec coacha (w ramach zasady partnerstwa na każdej sesji proszę Coachee o szczerość wobec siebie i mnie). Że zaufa sobie, coachowi i metodzie coachingu. Gdy to się dzieje, otwierają się wrota wymarzonej „przyszłości”. Nic więc dziwnego, że dla wielu „spotkanie z samą/samym sobą” jest Sednem Coachingu. Dla mnie i dla wielu innych to był i nadal jest tylko fragment tego sedna.
Na stronie głównej mojej strony internetowej i na profilowym banerze linkedinowym przeczytasz:
Nie spodziewaj się rad.
Nie spodziewaj się podpowiedzi.
Spodziewaj się OLŚNIEŃ!
Możesz pomyśleć: „po co mam jej płacić za coaching kompetencji przywódczych, skoro niczego mi nie doradzi. Szybciej będzie, jeśli wezmę taką usługę profesjonalnego wsparcia, która zapewni rozwiązania na tacy.” Faktycznie, jeśli pójdziesz do doradcy, konsultanta czy mentora, dostaniesz to pakiet wskazówek, instrukcji, rad – gotowych do użycia.
Możesz też pomyśleć: „to coś dla mnie. Bo przecież tylko ja siebie znam na wylot i wiem, czego potrzebuję. Co mi posłuży, a co będę wprowadzać wbrew sobie. Jeśli tego jeszcze nie wiem, to dzięki coachingowi, znajdę w sobie i wydobędę na powierzchnię.” Masz rację! Coaching jest jedynie dla osób, które lubią doradzać samym sobie.
Co z tego wynika? Według mnie, że kolejny kawałek Sedna Coachingu (obok spotkania z samą/samym sobą) stanowi Twój rozwój bez rad coacha. On „tylko” aktywnie towarzyszy, pytając, słuchając, odzwierciedlając, wspierając. Zrobi wrzutkę wiedzową, pod warunkiem że będzie potrzebna, ale Tobie zostawi decyzję, co z nią zrobisz.
Od pierwszego spotkania z coachingiem wiedziałam, że to metoda na osiągnięcie celu (dążenia). Moim zdaniem, najlepsza, bo wszystkie drogi odkrywa Coachee (Klient) i wybiera tę, którą go do tego celu doprowadzi, mając u boku uważnego i wspierającego coacha. Nie wiedziałam natomiast, że samo określenie „celu” może być celem coachingu. To było moje olśnienie. Pokazało mi nową stronę coachingu. Taką, w której człowiek miotający się w chaosie myśli i potrzeb, że coś chce zrobić, żeby pójść dalej, ale nie wie co, odnajduje spokój i uporządkowanie. Że „znajduje” swój kolejny cel albo po prostu kierunek. Jego radość jest za każdym razem też moją radością.
Czy samo „osiągnięcie celu” jest Sednem Coachingu? Dla wielu: tak i to jedynym. Według mnie, to tylko jeden z elementów. Coaching stanowi bowiem dla mnie przestrzeń, w której są cztery obszary przenikające się wzajemnie:
Coachee przechodzi przez nie wszystkie. Zarówno wtedy, gdy wie z jakim celem przyszedł na coaching. Jak i wtedy, gdy zdecydował, że z coachem poszuka swojego celu.
Gdy weszłam na ścieżkę szefowej, w ogóle nie myślałam, żeby skorzystać z coachingu. Na kolejnych szczeblach przywódczych (przywódca to dla mnie człowiek, który przewodzi chociaż jednej osobie) też mi nie przychodziło do głowy, żeby sięgać po tę formę wsparcia profesjonalnego.
Kursy, szkolenia czy MBA jak najbardziej. Bo to one przecież wyposażają w konkretne kompetencje. Ale coaching? Co on mi da?
Dziś wiem, że:
