• Coaching ADHD
  • Coaching biznesowy
  • Coaching grupowy (dla firm)
  • Coaching kariery
  • Coaching komunikacji
  • Coaching mocnych stron
  • Coaching motywacyjny
  • Coaching odporności psychicznej
  • Coaching pewności siebie
  • Coaching przekonań
  • Coaching relacji
  • Coaching sportowy
  • Coaching życiowy dla par
  • Coaching życiowy indywidualny
  • Doradztwo zawodowe
  • Hipnoterapia
  • Mentoring
  • Mówca motywacyjny
  • Psychodietetyka
  • Psychoterapia
  • Rozwój świadomości
  • Szkolenia biznesowe
  • Szkolenia dla coachów
  • Trener kompetencji miękkich
  • Trener wystąpień publicznych

Na mój rozum

Autor:
(0)

Andrzej Gumowski

, Online Zobacz profil

Na mój rozum:

W zamierzchłych czasach, gdy byłem studentem III roku wymyśliłem sobie, że aby poprawić swoją sytuację materialną, będę udzielał korepetycji. Pomysł nie był wzięty z powietrza, bowiem przygotowując się do matury i egzaminów na studia – tak, były kiedyś egzaminy na studia – pilnie korzystałem z korepetycji w zakresie dwóch przedmiotów: matematyki i fizyki. Trafiłem na perły wśród dydaktyków, bo poza doskonałą wiedzą przekazali mi także zainteresowanie tymi przedmiotami, wykraczające dalece poza zastosowanie szkolne. Na własnym przykładzie poznałem moc profesjonalistów, którzy nie tylko wiedzieli, co należy mówić, ale także, jak i kiedy. Wiedzieli także, kiedy zamiast mówić, warto słuchać. Gdyby nie oni, na pewno nie zacząłbym przygotowywać uczniów do matury, a trwało to ponad 10 lat.

Jeden z pierwszych moich uczniów wrył mi się w pamięć w sposób niewymazywalny. 😊Jego rodzice wymarzyli sobie, że będzie on uczniem jednego z renomowanych poznańskich liceów. I już w pierwszej klasie uczyłem go matematyki, fizyki i chemii, a żona (już na III roku byłem żonaty) języka polskiego. Tenże uczeń miał swoje ulubione wyjście awaryjne w przypadku problemu z którymkolwiek z przedmiotów. Gdy nie miał pojęcia, co konkretnie odpowiedzieć, mówił: „Na mój rozum” i zaczynał swoją opowieść. W najlepszym przypadku jego opowieść krążyła ledwie po obrzeżach wiedzy. Zazwyczaj jednak wypływała na bezmiar oceanu, który z oczekiwaną przeze mnie wiedzą nie miał nic wspólnego. Historia trwała rok, bo jego rodzice jednak uznali, że technikum będzie lepszym wyborem. Tam się ten młody człowiek odnalazł do tego stopnia, że korepetycje nie były potrzebne. Uważam, że obie strony tzn. on i my, odetchnęły z ulgą.

Wstęp, będący fragmentem mojego życiorysu – być może lekko przydługi, jednak zależało mi na dokładnym naświetleniu całego kontekstu zdarzeń, które doprowadziły do zapisania się w mojej pamięci po wieki wieków zwrotu: „Na mój rozum”. Od tamtego momentu mija w tym roku równo 40 lat, a zdanie to niezmiennie jest żywe w tym, co widzę dookoła. Nieliczenie się z wiedzą, brak poszanowania, niechęć do niej, czy czasami wręcz pogarda są prawie tak samo wiecznie żywe, jak idee Lenina. Tytułowego zwrotu od tamtych lat nie usłyszałem już nigdy, za to sytuacje, zdarzenia, momenty, punkty widzenia etc. potwierdzające jego istnienie są zbyt często spotykane, by stanowiły przypadkowe zrządzenie losu. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak często nie korzysta się z profesjonalnej pomocy, porady, wyjaśnienia wątpliwości, czy rozwiązywania problemów, a brnie się w ślepy zaułek – według zasady ( a raczej pseudozasady) „na mój rozum” to będzie tak i tak.

I nie ma to znaczenia, o jakiej sferze naszego życia myślę. Zawsze znajduje się ktoś, kto rozwiązuje problem na swój własny rozum, bo on przecież wie. Może widział filmik w Internecie, może opowiedział mu sąsiad albo słyszał coś, stojąc w kolejce. Nie próbuję stworzyć hymnu pochwalnego wobec ukończonej przeze mnie uczelni, bo mój wspomniany matematyk nie miał ukończonych studiów. Ale miał wiedzę i był genialnym dydaktykiem, choć samoukiem. Uczący mnie fizyk był po drugiej stronie tej osi, bo był wykładowcą na UMK. Miał wiedzę i był genialnym dydaktykiem. Były to jedne z najlepiej wydanych pieniędzy moich rodziców.

Meritum tego felietonu jest teza – zbyt często nie korzystamy z wiedzy tych, którzy naprawdę coś wiedzą i mają doświadczenie w danej materii. Wiedza to jest powiedziałbym takie pudełko w którym znajdują się odpowiedzi na miliony pytań. Wiele z odpowiedzi znajdujących się w pudełku opartych jest o wiedzę, która istnieje już od setek a nawet tysięcy lat. Jest niezmienna i niezaprzeczalna. Dlaczego zatem czasami idziemy kompletnie pod prąd, uważając, że wiemy lepiej? Oczywiście można próbować udawać, że Newton nigdy się nie urodził i jabłko nie spadło mu na głowę. Tylko nie prowadzi to do niczego. Dlaczego tak często uważamy, że wiemy, znamy się, czy rozumiemy pewne tematy, o których tak naprawdę nie możemy powiedzieć nic więcej, ponad kilka zdań z reklamowej ulotki?

Całe życie korzystam z usług stomatologów i z dzieciństwa pamiętam nawet taki gabinet, gdzie w kąciku stała „wiertarka” napędzana nogą stomatologa przez specjalny pedał. Na własnej skórze testuję kolejne generacje sprzętu stomatologicznego, ale jak mam problem, to nie szukam pomocy u mojego brata, który jest dystrybutorem takiego sprzętu tylko u stomatologa, bo on jest profesjonalistą w dziedzinie, w której pojawił się u mnie problem. Dlaczego zatem, np. jak jest konflikt, to nie rozwiązuje się go zgodnie ugruntowaną wiedzą, tylko robi się to po omacku? Dlaczego nie korzysta się z wielu schematów, wytycznych, programów, reguł etc. tylko uparcie powiela się zdanie: „Ja nie dam rady? Przytrzymaj mi piwo.” I nie mam tu na myśli samodzielnej wymiany żarówki, czy naprawy spłuczki. Myślę o sprawach z zupełnie innej półki, jak choćby problemy rodzinne, gdzie nie sięga się po fachową pomoc, tylko próbuje się np. zamiatać coś pod dywan. Myślę o wielu obszarach, gdzie istnieje ugruntowana wiedza na dany temat, która podpowiada, jak dany problem może i powinien być rozwiązywany. Oczywiście żaden schemat nie da nam gwarancji sukcesu, ale tzw. „partyzantka” tym bardziej. Statystyczny chory człowiek idzie do lekarza, a nie do szarlatana, czy babki zielarki. Z pełną świadomością użyłem słowa statystyczny, ponieważ w tej materii, jak i w wielu innych oczywiście, są statystyczne mniejszości podejmujące decyzje kompletnie nieszablonowo.

Wspomniane pudełko z odpowiedziami porównać można także do biblioteki, gdzie czasami wystarczy znaleźć właściwą książkę i odpowiedź podana będzie na tacy. Ale wyjście do biblioteki to problem, prawda? Trzeba się ubrać, a tu deszcz pada, trzeba być może założyć kartę biblioteczną, a to takie trudne. Gdy już wreszcie wejdziemy między półki, to trzeba wiedzieć, gdzie szukać, a to kolejna niewiarygodna trudność. A na mój rozum, to jest takie proste. Co prawda będą ofiary, ale może nieliczne. Będzie ból i cierpienie, ale da się znieść. Będą wymierne koszty, coś się wyremontuje. Na mój rozum to wytrych, który otwiera wiele drzwi, tylko zbyt często są to drzwi do pokoju bez klamek, których od środka otworzyć się nie da. I co wtedy? A wtedy będzie płacz i zgrzytanie zębów: no gdzie ja miałem rozum, no gdzie. I tu możecie sami sobie dopowiedzieć, co w takiej sytuacji odruchowo chciałoby się odpowiedzieć.

Czasami refleksja przychodzi po czasie, a czasami nie przychodzi wcale.

Najlepiej jest wtedy, gdy można te błędy „mojego rozumu” naprawić i odwrócić bieg wydarzeń. Ale szczęście do jednych uśmiecha się częściej, do innych bardzo rzadko. Na zakończenie dwa powiedzenia, które pojawiły się w mojej głowie i uważam, że tu i teraz są jak najbardziej adekwatne. Pierwsze to „mądry Polak po szkodzie”, a drugie to „lepiej się z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć”. Wnioski pozostają prywatną

sprawą każdego z Was. 😊Byłbym zachwycony, gdyby jakieś były. Oznaczałoby to, że warto myśleć o kolejnym felietonie.

Andrzej Gumowski

PS1

Mam nadzieję, że zarówno forma, jak i treść są akceptowalne. 😊

PS2

„Potęga checklisty” Atul Gawande – z mojego punktu widzenia książka nie jest łatwa do czytania, ale pokazuje bardzo nieprawdopodobne rzeczy, które udaje się osiągnąć niewiarygodnie wręcz prostymi rozwiązaniami.

Ciekawe artykuły

Wszystkie artykuły