Moją misją jest uwalniać ludzi od lęku, tak by mogli żyć i działać prawdziwie w zgodzie ze sobą.
Wewnętrzny krytyk… kto by go lubił. Ocenia, osądza, czasem nawet obraża. Nie dostrzega naszego wysiłku, za to wyłapuje każde niedociągnięcie. Trafia w nasze najczulsze punkty z precyzją snajpera. Hamuje nas w rozwoju albo nie daje ani chwili wytchnienia. I wtedy pojawia się to pytanie: „Jak go uciszyć?”
Przecież kto by chciał non stop słuchać o sobie nieprzyjemnych rzeczy?
Że jest się niewystarczającym, że nie nadaje się do danej roli.
Przecież ktoś inny na pewno zrobi to lepiej!
Bo przecież nie Ty – co Ty masz w ogóle do zaoferowania ludziom?
Nie jesteś ekspertem. Ile Ty masz lat doświadczenia? Rok?! Haha, co to jest rok?
Piętnaście lat? No daj spokój, jak będziesz mieć trzydzieści, to może wtedy warto będzie się odezwać.
Nie jesteś jeszcze gotowa. Zawsze źle. Zawsze niewystarczająco. Zawsze za mało, za wolno, za mało profesjonalnie. Nie tak dokładnie, jak być powinno.
„Ach, zamknij się!” – chciałoby się krzyknąć. I czasem w końcu krzyknie się to w myślach.
I ten głos krytyka nawet się na chwilę zamknie… Ale nie zniknie.
Nie zniknie, bo on… chce dla Ciebie dobrze!

Gdy podczas sesji coachingowych zadaję pytanie Klientom: „Przed czym chroni Cię ten głos?”, najczęściej spotykam się z szokiem. „Ale jak to… chroni? Przecież mnie hamuje!”. Szok wydaje się jeszcze większy, gdy pytam: „Za co możesz mu podziękować?”
Otóż sedno wewnętrznego krytyka polega na tym, że on nas chroni. Jak nikt inny zna nasze lęki i obawy. By do nas przemówić posługuje się często przekonaniami, które padały w naszą stronę w dzieciństwie i w okresie dojrzewania, a które przybraliśmy jako swoje. Ubrani w te przekonania idziemy przez życie, wierząc, że to faktycznie nasze myśli i że właśnie nimi powinniśmy się kierować, podejmując decyzje.
Pokażę to na przykładzie:
Mała Ania chodzi do podstawówki i bardzo dobrze się uczy. Kiedy nauczycielka zadaje w klasie pytanie, Ania zgłasza się i udziela poprawnej odpowiedzi. Zamiast dumy czuje jednak wstyd, ponieważ kolega z klasy nazwał ją prześmiewczo kujonką, a reszta klasy się zaśmiała. Chęć dopasowania się do rówieśników sprawia, że Ania nie zgłasza się więcej do odpowiedzi. Mija czas. Dorosła już Anna pracuje w korporacji. Chciałaby awansować. Jest pracowita, robi więcej, niż musi, ale nie zabiera głosu na spotkaniach. Czuje, że ma dobre pomysły, lecz nigdy nie wypowiada ich na głos. Dopiero gdy ktoś inny zgłosi podobny pomysł, myśli: „Przecież ja też na to wpadłam…”. Gdy jednak chce się odezwać, jej wewnętrzny krytyk zalewa ją osądami i skutecznie powstrzymuje przed zabraniem głosu.
Dlaczego? Ponieważ chroni przekonanie, które zrodziło się jeszcze w podstawówce: “Lepiej siedzieć cicho i lepiej się nie wychylać. Tylko tak będziesz akceptowana i unikniesz kąśliwych ocen.”
To przekonanie pomogło małej Ani przejść przez podstawówkę. Dziś jednak przeszkadza dorosłej Annie w osiąganiu jej celów. Ale krytyk nadal chroni to przekonanie, bo – w jego mniemaniu – chroni wciąż tę samą małą Anię. Przed wyśmianiem, przed odrzuceniem, przed nieprzyjemnymi emocjami. I tak bardzo chce ją ochronić, że zrobi wszystko, by mu się to udało – nawet stosując ciosy poniżej pasa.
To tylko jeden z przykładów, jak działa wewnętrzny krytyk w oparciu o nasze, często ukryte, przekonania. Nie zawsze potrafimy wskazać konkretne wydarzenie, które jest ich powodem, ale to nie szkodzi. Ważne, by zrozumieć, jakie przekonanie Cię powstrzymuje i dlaczego. Czy jego źródło leży w wieku czterech czy czternastu lat, jest w coachingu drugorzędne.
Warto sobie uświadomić, że podświadomość zawsze chce dla nas dobrze. To pozwoli nam zacząć ze sobą rozmawiać, zamiast się ze sobą kłócić.

I dlatego właśnie nie uciszaj wewnętrznego krytyka – wysłuchaj go. Nie wiesz, jak z nim rozmawiać? Rozważ sesje coachingowe, na których nie tylko odkryjesz swoje niewspierające przekonania, ale nauczysz się, jak prowadzić wewnętrzny dialog, który Cię wspiera i który pomoże Ci osiągnąć Twoje cele.