Największe zmiany zachodzą wtedy, gdy zamiast doskonałości pojawia się prawdziwy kontakt.
To kwestia emocji.
Wiele kobiet, które świetnie znają angielski, nigdy nie poczuły się w nim swobodnie. Rozumieją wszystko. Piszą poprawnie. Czytają książki, oglądają filmy, uczestniczą w spotkaniach. A jednak, gdy przychodzi moment, by coś powiedzieć – głos się łamie. W głowie pusto. Serce przyspiesza.
I wtedy pojawia się myśl: „Jestem dorosła, powinnam to umieć. Coś jest ze mną nie tak.”
To nie brak kompetencji. To blokada emocjonalna, która przez lata rosła w cieniu perfekcjonizmu, ocen i porównań.
Lęk przed mówieniem w obcym języku ma bardzo konkretne psychologiczne źródła. Nie chodzi o słowa — chodzi o to, jak postrzegamy siebie, kiedy je wypowiadamy.
W badaniach nad tzw. foreign language anxiety (Horwitz, 1986) pokazano, że osoby dorosłe często utożsamiają swój poziom językowy z wartością jako człowieka. Błąd językowy przestaje być wtedy błędem – staje się zagrożeniem dla tożsamości.
Dla wielu kobiet, zwłaszcza tych ambitnych i odpowiedzialnych, to cios w samoocenę. Perfekcjonizm, który w pracy pomaga, w języku obcym staje się kulą u nogi. Bo dopóki każde zdanie musi być idealne, nie powiesz niczego naprawdę.
Nie wystarczy znać zasady gramatyki. Trzeba mieć przy sobie człowieka, który rozumie, co się dzieje, kiedy język staje się lękiem. Nie poprawia, nie ocenia, nie stawia czerwonych minusów – tylko pomaga ci oddychać i mówić.
To, co w terapii nazywa się „bezpieczną relacją”, w coachingu po angielsku działa podobnie. Gdy czujesz się bezpiecznie, twoje ciało przestaje wysyłać sygnał „zagrożenie”. Mózg z trybu przetrwania przełącza się na tryb ekspresji. Słowa zaczynają płynąć.
To dlatego coaching po angielsku nie jest lekcją.
To przestrzeń do praktyki odwagi – z kimś, kto potrafi cię prowadzić przez cieśninę blokad, aż wypłyniesz na głębokie wody swobodnej komunikacji.
Podczas sesji coachingowych po angielsku:
Z czasem słyszysz różnicę nie tylko w języku, ale i w sobie. Pojawia się luz. Pewność. Oddech.
Jestem nauczycielką języka angielskiego z doświadczeniem, które pozwala mi trafnie rozpoznawać błędy i pomagać w ich eliminacji — bez oceniania.
Mam narzędzia do poszerzania zasobów leksykalnych, pracy z płynnością i rytmem języka, tak by słowa stawały się twoim sprzymierzeńcem, nie wrogiem.
Jako coach i praktyk Porozumienia bez Przemocy (NVC) tworzę relację, w której możesz być nieidealna – i wciąż warta wysłuchania. Nie uczę języka. Pomagam ci odzyskać głos.
Łączę perspektywę edukacyjną, coachingową i emocjonalną.
A jako mama, wiem też, jak wprowadzać angielski do codziennych rozmów w domu — tak, by naturalnie korzystała z tego również rodzina.
Sesje odbywają się po angielsku, ale nie wymagają „gotowości”.
To rozmowa – czasem o pracy, czasem o relacjach, czasem o tym, co dziś w tobie żywe. Podczas sesji możesz mieszać języki, zatrzymywać się, szukać słów. Ja jestem po to, by utrzymać kierunek – jak pilot, który wprowadza statek z cieśniny na szerokie wody.
Z czasem wypływasz sama.
Spotykamy się stacjonarnie w Jeleniej Górze lub on-line.
Jeśli chcesz, pierwszą rozmowę możemy poprowadzić w dwóch językach – po to, byś mogła spokojnie wejść w proces.
Bo coaching po angielsku nie jest o języku.
Jest o odzyskiwaniu dostępu do siebie.
Do głosu, który od dawna wiesz, że masz — tylko milczy, bo bał się być niedoskonały.
Jeśli czujesz, że to twój moment, zapraszam.
Nie musisz być gotowa.
Wystarczy, że chcesz zacząć mówić.
Z uważnością i zaufaniem do Ciebie i Twojej drogi,
Jadwiga Krzywicka